wtorek, 8 września 2015

Narracja, rozgrywka… i cała reszta!

Gdyby słynny, choć w gruncie rzeczy fikcyjny konflikt między ludologami a narratologami naprawdę kiedyś zaistniał, byłby jednym z najbardziej absurdalnych konfliktów w dziejach humanistyki. Każdy inteligentny i choć odrobinę zorientowany w świecie gier odbiorca wie, że wiele „gier” wideo z powodzeniem łączy element rozgrywki z narracją, więc analiza oparta tylko na jednym z tych aspektów byłaby niepełna. Co więcej, powinna zostać wzbogacona o kwestie dotyczące estetyki. Pytanie nie brzmi więc: „badać rozgrywkę czy narrację”, lecz: „o jakie elementy, oprócz tych oczywistych, można analizę wzbogacić, aby uczynić ją jak najbardziej wyczerpującą”.

Oczywiście istnieją też „gry” wideo, które w większym stopniu bazują na jednym z wymienionych elementów. Równie absurdalne byłoby oparcie analizy Super Hexagon na narracji, jak refleksji nad Stanley Parable na rozgrywce. Dlatego też istotny jest wstępny wybór narzędzi teoretycznych – również w tym przypadku owocne może być ujęcie „gier” wideo w nawias.

Zwróciłem już uwagę na „gry” wideo, które w oczywisty sposób grami nie są. Kolejnym krokiem, istotnym podczas analizy konkretnych przypadków, powinna być refleksja nad tym, w jakim stopniu dana produkcja jest grą, a w jakim „czymś innym” – linearną opowieścią, ruchomym obrazem, interaktywnym doświadczeniem i tak dalej.

Świetnym przykładem takiego wewnętrznego zróżnicowania mogą być klasyczne przygodówki. Czy można pisać o The Neverhood, skupiając się na rozgrywce? Pewnie tak, ale tego typu tekst nie dałby niezapoznanemu z tą produkcją czytelnikowi żadnego pojęcia o tym, czym ona w swojej istocie jest. Istotniejszy od samych zagadek jest tu właśnie sposób konstruowania narracji – fragmentaryczny, pozostawiający odbiorcę niemal do samego zakończenia w niepewności co do jego roli w świecie przedstawionym. Równie ważna jest sama estetyka – to właśnie groteskowe, plastelinowe otoczenie i postaci, a także absurdalna, pokraczna ścieżka dźwiękowa autorstwa Terry’ego Scotta Taylora w najbardziej wyrazisty sposób odróżniają Neverhooda od innych „gier” z tego gatunku.


Dlatego też studia nad „grami” wideo skazane są na interdyscyplinarność, co nie jest zresztą żadnym odkryciem. Podejście „ludologiczne” jest oczywiście niezwykle istotne, nie zmienia to jednak faktu, że bez elementów będących jego uzupełnieniem, pozostaje nazbyt wąskie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz